| Mglisty majowy poranek, wtorek godz. 6.45 jak zwykle o tej porze jadę do pracy. Wyruszam spod domu jadąc krótki odcinek ul. Świerczewskiego, włączam się bezkolizyjnie w Al. Solidarności (od mojej strony wjazd i wyjazd jest bardzo prosty, nawet blondynki dają radę). Niczym niezmącony spokój - lubię ten czas tylko dla mnie i tylko ze sobą, pół godziny w dobrym towarzystwie. O tej porze Aleja jest pusta, kopalnia już przejechała, elektrownia ruszy za kilka minut. W tle Radio Wrocław na bieżąco monitoruje stan wody w Odrze i Widawie. Głos Marka Obszarnego definiuję również jako dobre towarzystwoJ. Po drodze jak zwykle mijam mojego ulubieńca, który rezyduje gdzieś w okolicy cmentarza (trzeba przyznać, że jak na taką okolicę jest bardzo żywy).
Zgrabnie skręcam w Zgorzelecką, szczęśliwa, że nie słyszę tego co kierowcy z aut po lewej mają do powiedzenia na temat tych co wjeżdżają z prawej. Na kilka godzin opuszczam moją gminę, rzut oka w lusterko wsteczne, wszystko w porządku. Moje miasto z pewnej odległości wygląda dobrze, oczywiście moim zdaniemJ. Niemal tak dobrze jak dobrze utrzymana 45-tka (prawie jak ja), która co prawda lata świetności ma już za sobą, ale naiwnie wierzy, że czas wciąż działa na jej korzyść. A’propos, czas ma to do siebie, że jest ograniczony - skądinąd dobra cecha czasu pracy. Każda czynność rozpoczęta, z powodu tejże cechy musi zawsze ulec zakończeniu. Ta zmienna, zmienna czasu właśnie powoduje, że każda droga tam jest również drogą z powrotem. (Paradoks drogi jak by to określił Zenon z Elei).
Z powodów wyżej wymienionych wracałam dobrze mi znaną drogą do mojej ulubionej gminy, w tym miejscu pozwolę sobie zacytować klasyka – „wracałam do gminy z pasją”! A’propos gminy z pasją, w czasie określonym na roboczo jako „tam i z powrotem” mijam ludzi znanych z mojej wcześniejszej aktywności zawodowej, nasze mijanie najczęściej następuje na wysokości ronda w Radomierzycach czyli w odległości 1/3 długości od Zgorzelca i 2/3 długości do Bogatyni. „Ja zdonrzam i oni tez zdonrzają” chyba…., czego im szczerze życzę rzecz jasna. Ale do brzegu jak mawia mój ulubiony kolega. Mniej więcej na wysokości kopalni następuje pełna mobilizacja mojego umysłu, wzmaga się czujność kierowcy by nie przegapić wjazdu do Alei, nie ukrywam, że do dziś nie wiem kto ma pierwszeństwo jadąc od strony Zgorzelca. Czujność wzmożona, pełna mobilizacja stóp na sprzęgle i hamulcu na wypadek gdyby ten z prawej czytał inny niż ja przekład Dżentelmena za kierownicą, kierunkowskaz, redukcja biegów (jeżu jak ja marzę o automacie) i ??????????? k…………..!, pomyliłam miasta! Niby wszystko tak samo, kominy, chłodnie, hałdy - nic innego tylko dojechałam do Bełchatowa, zdarza mi się czasem stracić poczucie czasu i zabłądzić gdzieś na trasie, ale żeby aż TAK? Szybki dialog wewnętrzny co zrobiłby Wszechwiedzący? Włączyłby GPS-a? Kto włącza GPS-a w drodze z pracy do domu? No właśnie…… Spokojnie- myślę, bez paniki, spójrz na rejestracje samochodów, które właśnie w korku utknęły z powodu twojego niezdecydowania, DZG - nie może być inaczej, niemożliwe by tylu kierowców również pomyliło miasta. Pomyślałam jeszcze, że może jakieś nowe odcinki Archiwum X u nas dokręcają, bo rzeczy dziwne się dziać zaczynają. Z lekkim niepokojem wjechałam w Aleję, za mną kordon totalnie niewkurzonych kierowców też ruszył, myślę, że ich spokój wywołany był tym samym szokiem co i mój szok. Minęłam mojego ulubieńca, tradycyjnie w tym samym miejscu stacjonującego, minęłam zjazd w Świerczewskiego, mijając tym samym okolice mojego domu. Moja wewnętrzna dociekliwość w badaniu zjawisk paranormalnych skłoniła mnie do dokładnej eksploracji miasta pod kątem poszukiwania rzeczy mniej lub bardziej przypominających Bogatynię, tę sprzed 9 godzin, tę dobrze mi znaną i mimo wszystko lubianą. Pierwsze chciałoby się powiedzieć kroki (samochód był w użyciu), skierowałam na ulicę 1 Maja 3 (Bogu i Burmistrzowi dziękować, że chociaż tam nie zablokowali przejazdu). Stał tam (przynajmniej w poniedziałek jeszcze) duży biały budynek w zabudowie przysłupowo-zrębowej, dom wpisany do rejestru zabytków, jakich wiele w Bogatyni. Jessst, stał jak stoi, wyszłam z auta by obejrzeć go od podwórka, nic się nie zmieniło - jak był podparty za moich czasów w GZMK drewnianymi legarami ratującymi go przed upadkiem tak podpierany jest nadal. Uff, kamień mi spadł z serca, jestem u siebie, dla pewności sprawdzę jeszcze w kilku miejscach, ulica koło Moni, jak jej tam było? Coś związanego z Amerykańskim świętem 22 lipca czy jakoś tak, nadal piękna jak koronki z Koniakowa, jestem u siebie! Pozwoliłam sobie jeszcze na krótki rekonesans po gminie, wzorem innych mieszkańców, czy aby nic się nie zmieniło, czy wszystko jest jak było? Nic się nie zmieniło, wszystko jest jak było, a podłość ludzka nie zna granic. Jak można tak stresować mieszkańców, żeby przed wjazdem do miasta ustawić wielki billboard z napisem „Bogatynia- najlepiej zarządzana gmina w Polsce”, w dodatku z podpisem burmistrza? Przecież ja o mały włos, katastrofę bym jakąś spowodowała - jakbyśmy i tak mało nieszczęść mieli. My to my- już przyzwyczajeni jesteśmy, ale co inni o nas pomyślą? OPOZYCJO! Nie jedź ta drogą…….
Bogumiła Łopuska Zdonek
|
Wydarzenie
Nasze sondy
Loading Poll...
Loading Poll...Kto nas ogląda
Naszą witrynę przegląda teraz 2 gości
Licznik odsłon
Odsłon : 285620
|
Bogatynia - najbardziej zaskakująca gmina - Teraz ja!
|


